Nie tyle klęska demokracji co klęska konserwatystów

Drukuj

Postulat konserwatystów przed wyborami w 2015 roku był prosty: chcemy mocnego państwa. Po 2 latach widać wyraźnie, że nadzieje na reformy okazały się płonne. Rządy PiS są kolejnym "moralnym zwycięstwem". Mówiąc wprost: są po prostu klęską. Intencje szczytne, wyszło jak zwykle. Rządy PiS doprowadziły nie tyle do wzmocnienia państwa a raczej jego głębokiej dezintegracji. Jeśli wcześniej państwo było z tektury, to teraz jest z waty.

Sami konserwatyści czują, że coś jest nie tak. Weźmy na przykład wojsko. Nawet „DoRzeczy” czasem pisze na ten temat. Symptomy są wyraźnie widoczne: nieudolna polityka kadrowa, brak strategii, obsadzanie niekompetentnych ludzi na odpowiedzialnych stanowiskach.

W innych dziedzinach jest równie źle. Wrak Tupolewa ciągle leży w Rosji. Projekt Nordstream ciągle w budowie. W kwestii przedstawienia alternatywnych wyjaśnień katastrofy Tupolewa żadnych postępów. Komisja PiS nie przedstawiła żadnych dowodów, które kwestionowałyby ustalenia poprzednich komisji.

Najbardziej chyba spektakularną klęską jest jednak polityka zagraniczna. W tej kwestii konserwatyści najmocniej podnosili postulat asertywności, wstawania z kolan itd. Skutki dwóch lat polityki PiS wydają się być katastrofalne. Nie chodzi tutaj tylko o klęske 27 do 1 na szcycie w Malcie. Ta klęska była oczywiście najbardziej dotkliwa. Chyba jeszcze żaden rząd w UE nie skompromitował się tak bardzo i tak żenująco. Polska straciła po prostu twarz. Trzeba jednak przyznać, że było to jedno wydarzenie dotyczące obsady stanowiska – a więc nie dotyczyło bezpośrednio interesów Polski. Chodziło o obsade stanowiska, nie o jakiejś fundamentalne dla polskiej gospodarki kwestie.

Klęką jest jednak przede wszystkim o ostracyzm jakim jesteśmy otoczeni. Nikt w Europie nie traktuje nas poważnie. Praktycznie nikt nie chce z nami wchodzić w koalicje. Jesteśmy traktowani jak chory człowiek Europy.

Widać także wyrażnie jak bardzo krótkowzroczni i ograniczeni byli konserwatyści domagający się wstawania z kolan. Główny błąd tego sloganu polega na założeniu, że błędy polskiej polityki wynikały z jakiejś ugodowości. Pozycja Polski mogłaby jakoby być mocniejsza gdybyśmy byli bardziej pewni siebie. Pogląd ten jest fałszywy i przecenia niezmiernie czynnik ludzki w relacjach między państwami.

Osobowość danej partii czy przywódcy ma mniejsze znaczenie niż gospodarcza pozycja danego kraju. Polska jest wciąż krajem biednym w UE. Polska jest beneficjentem pomocy unijnej. Niemcy nie są liderami Europy dlatego, że Angela Merkel jest bardzo asertywna i pewna siebie. Francja nie jest ważnym państwem dlatego, że twardo walczy o swoje interesy. Francja czy Niemcy dominują w Europie ponieważ mają mocną pozycje gospodarczą i najwięcej wpłacają do budżetu. Dopóki nie osiągniemy poziomu rozwoju gospodarczego Niemiec nie będziemy mieli takiej pozycji jak Niemcy. Dla polityki Niemiec czy Francji mniej istotne jest to, kto stoi na czele państwa. Niezależnie od moralnych właściwości przywódców pozycja Niemiec będzie podobna – dopóki podobna będzie pozycja tych krajów.

„Twarde walczenie o swoje interesy” jest bardzo mglistym pojęciem. Zwycięstwo w negocjacjach w mniejszym stopniu zależy od charakteru uczestników, ważniejsze są ich interesy i władza którą posiadają. Jeśli pracownik negocjuje podwyżke z pracodawcą to pozycja pracownika jest na ogół słabsza. Ma on mniejszą wiedze i mniejszą władze. Nawet jeśli będzie asertywnie walczył o swoje prawa to i tak pole do kompromisu jest wyznaczane przez strone dominującą – czyli pracodawce. Oczywiście trzeba walczyć asertywnie. Pracownik musi jednak pamiętać, że szef może go łatwo zwolnić jeśli będzie domagał się zbyt dużo.

Sytuacja Polski wobec UE jest właśnie tego rodzaju. Jesteśmy słabszą stroną negocjacji. Jeśli stracimy dostęp do unijnego rynku nasza gospodarka znalazłaby się w katastrofralnym kryzysie. Unia prawie nic nie traci na wyjściu Polski. Niektóre państwa Unii mogą na tym nawet zyskać.

W podobnej sytuacji są zresztą nawet najmocniejsze gospodarki Unii. Wielka Brytania na przykład uważa, że może sobie pozwolić na wyjście. Nawet jednak Wielka Brytania, kraj o wielokrotnie większej gospodarce niż nasza, kraj, który jest płatnikiem netto do budżetu Unii – nawet ten kraj jest w pozycji słabszej strony wobec Unii. Nawet ten kraj może bardzo wiele stracić na wyjściu z Unii. Theresa May może być asertywna i pewna siebie. Nic to jednak nie zmieni, silniejszą pozycje w negocjacjach ma Unia a nie Wielka Brytania.

Ten stan rzeczy ignorują prawicowi publicyści. Jeśli poczytamy wypowiedzi to dominuje albo obwinianie opozycji, histeryczne przywoływanie Targowicy, albo buńczuczny ton – poradzimy sobie bez nich, to Europa jest wszystkiemu winna bo nam nie pozwala nam na autonomie. Obie postawy są bez sensu. Niechęć Unii do Polski to nie jest zasługa opozycji ale PiS-u. Europa to wspólnota państw prawa – PiS niszczy państwo prawa w swoich działaniach wobec Trybunału. Walka o podmiotową polityke nie ma tutaj nic do rzeczy.

Buńczuczny i wojowniczy ton jest nieadekwatną reakcją. Wynika on z niezrozumienia konsekwencji wyjścia z UE. Opuszczenie Unii oznacza zamknięcie rynku dla polskich towarów i usług. Polskie firmy masowo produkują na zachód. Wyobraźmy sobie, że firmy tracą dostęp do niemieckiego rynku. To byłaby katastrofa dla polskiej gospodarki. Na dodatek nasza izolacja w UE oznacza, że trudniej jest nam walczyć o własne interesy, trudniej jest tworzyć koalicje i dyskutować twardo w konkretnych kwestiach, które nas dotyczą (np. postępowanie KE w kwestii Gazpromu).

Zupełnie niezrozumiałe jest także to, że prawicowi publicyści nie zarejestrowali podstawowej rzeczy. To, że kandydat na prezydenta Francji mówił to, co mówił, jest klęską polityki zagranicznej Polski. Nikt w Europie nie powinien tak o nas mówić, ponieważ świadczy to o naszej izolacji, i o tym, że nasza pozycja w Unii jest zagrożona. To, że w taki sposób się o nas mówi pokazuje, że PiS przegrał, że jego polityka osłabia polskie państwo. Polityka PiS zwiększa ryzyko dla polskich firm działających na zachodzie nie dając nic w zamian.

Klęska konserwatyzmu nie jest wcale przypadkowa. Wynika niejako logicznie z pewnych klisz myślowych typowych dla tej formacji. Centralną figurą polskiego konserwatyzmu jest postać moralnie prawego bohatera, który staje do heroicznej walki ze skorumpowanym zdrajcą. Takie rozumienie polityki jest zakorzenione w pewnej percepcji historii, w której na plan pierwszy wysuwają się powstania, żołnierze wyklęci, te formacje opozycyjne, które nie chciały kompromisu z władzą. Prawica gloryfikuje więc brak zdrowego rozsądku i walke dla samej walki. Zdaniem polskich konserwatystów lepiej jest przegrać, jeśli racja jest po naszej stronie. Kategorie moralne mają pierwszeństwo przed realistyczną oceną rzeczywistości.

Tak rozumiany konserwatyzm wcale nie był mocno reprezentowany w polskim społeczeństwie. Wizji heroicznej walki z komunistycznymi zdrajcami przeczy liczebnośc PZPR – partia miała 3 mln członków w okresie sczytowym. Nawet w 1989 roku-gdy partia byłą w głębokim rozkładzie-na PZPR zagłosowało 6 milionów ludzi. Frekwencja wyniosła 62%,a więc 38% społeczeństwa w ogóle nie chciała wypowiedzieć się na temat możliwej zmiany ustroju.

Z drugiej strony opozycja w PRL praktycznie nigdy nie sprzeciwiała się otwarcie sowieckiej dominacji. Ten pogląd był reprezentowany przez wąski margines opozycji. Ogromna większość społeczeństwa nie postrzegała wcale świata w ten sposób. Najlepszym dowodem na to jest to, że strajki nigdy nie miały na celu obalenia sowieckich wpływów. Ludzie strajkowali z powodu podwyżek cen a nie z powodu sowieckiej dominacji. Większość społeczeństwa miała pragmatyczne i cyniczne podejście do PRL. Członkowstwo w PZPR było potrzebne dla awansu więc wiele osób wstępowało do PZPR. Samo członkowstwo niewiele znaczyło a dawało konkretne przywileje w życiu. Ci ludzie nie byli żadnymi zdrajcami. Ocenianie ich w kategoriach moralnych jest nierozumne. Ci ludzie byli po prostu racjonalnymi egoistami, nie interesowało ich organizowanie powstania zbrojnego przeciwko sowieckiej dominacji. Interesowało ich to, aby rodzina miała co zjeść na obiad, chcieli by ich dzieci mogły dostać na święta czekolade.

Wbrew temu co twierdzą konserwatyści-to właśnie pragmatyzm czy wręcz cynizm jest i zawsze był częścią polskiej kultury. To właśnie ten pragmatyzm jest typowy dla polskiego ludu. Ciepła woda w kranie jest ważniejsza niż pomniki żołnierzy wyklętych.

Jak ujmuje to Zbigniew Herbert substancją narodu nie są wcale bohaterowie a raczej:

ci którzy toczą wózki po źle brukowanym przedmieściu
i uciekają z pożaru z butlą barszczu
którzy wracają na ruiny nie po to by wołać zmarłych
ale aby odnaleźć rurę żelaznego piecyka

To właśnie ten pragmatyczny cyniczny lud dominował w III RP. To właśnie tego pragamtycznego ludu nienawidzą obrońcy IV RP. Ci cyniczni pragmatycy doprowadzili jednak do wzrostu zamożności Polski i naprawde ogromnego sukcesu, jakim była polska transformacja. Ten wzrost zamożności jest po prostu faktem. Dla konserwatystów oczywiście to nie ma żadnego znaczenia, liczy się tylko to, że to źli ludzie byli. Ci co się wzbogacili to pewnie z SB byli.

Polskim konserwatystom zupełnie brakuje pragmatyzmu. Dlatego niestety są skazani na porażke.

Czytaj również

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>