Multikulturalizm: pogłoski o śmierci mocno przesadzone

Drukuj

Multikulturalizm stał się dzisiaj chłopcem do bicia. Po każdym zamachu terrorystycznym, ostatnio po zamachu w Szwecji, pojawia się chór zatroskanych głosów, które sugerują, że to właśnie przeklęte multi-kulti odpowiada za najważniejsze problemy Europy. Problemem tym miałoby jakoby być to, że inne kultury (zwłaszcza te niechrześcijańskie, np. Muzułmanie) się "nie asymilują", że stanowią "zagrożenie dla Europy". Te plotki o śmierci multi-kulti są mocno przesadzone. Na ogół wynikają z opacznego rozumienia multikulturalizmu.

Krytycy na ogół nie zastanawiają się zbyt głęboko nad przedmiotem swojej krytyki i nie rozumieją czym faktycznie jest multikulturalizm. Bardzo często miesza się ze sobą dwie rzeczy: fakt różnorodności kulturowej ze zbiorem poglądów na ten temat.

Różnorodność kulturowa to fakt

Pluralizm kultur na zachodzie jest faktem, którego nie da się zakwestionować. Nasza postawa wobec tego pluralizmu to zupełnie coś innego. W ekonomii można mieć różne poglądy na temat inflacji, nie można jednak negować tego, że inflacja istnieje. Nie ma sensu też mówić, że istnienie inflacji to „porażka” jakiejś szkoły ekonomii, która przedstawia teorie na jej temat. Tym bardziej bez sensu jest mówienie: „inflacja poniosła porażkę”. Jeszcze głupsze byłoby powiedzenie: „inflacja przegrała, ponieważ ceny rosną”. Podobnie w przypadku multikulturalizmu-można uważać, że pluralizm jest zły, nie sposób jednak negować jego istnienia lub uważać istnienie pewnego zjawiska za „porażkę” doktryny filozoficznej.

Niestety wiele wypowiedzi na ten temat przypomina właśnie tego rodzaju diagnozy. Jeśli ktoś mówi: „multikulturalizm poniósł porażke, bo kultury się nie asymilują” to jest to wypowiedź niemądra. Różnorodność kulturowa na tym przecież właśnie polega, że istnieją różne kultury, które nie stają się jedną homogeniczną masą. Tym się różni pluralizm od monokultury, w której wszyscy muszą zachowywać się tak samo, wierzyć w to samo, tak samo wyglądać i żyć.

Wróćmy jednak do opisu faktów. W Niemczech, Francji i na szeroko pojętym zachodzie mamy wiele różnych kultur w obrębie państw narodowych. Nie jest to rezultatem żadnej doktryny filozoficznej, nie wynika wcale z jakiejś wydumanej ideologii multikulturalizmu. Wynika to z ekonomii. Gospodarki europejskie od lat 60-tych rozwijały się dynamicznie i potrzeba było rąk do pracy. Do Europy zaczęli przybywać imigranci. W Wielkiej Brytanii, Francji-imigranci przybywali z dawnych koloni. W Niemczech czy Holandii-źródłem imigracji była na przykład Turcja.

Imigranci przybywali po to, by pracować. Bardzo często pierwsi gastarbeiterzy spotykali się z nietolerancją i prześladowaniami. Brakowało jakiejkolwiek spójnej polityki integracji kulturowej. Wbrew prawicowej mitologii nie wyglądało to wcale w ten sposób, że niemieccy tfu tfu „lewacy” stali gdzieś w porcie, oczekując na statek z imigrantami, powiewając radośnie chusteczkami na powitanie, po czym natychmiast przyznawali im zasiłki.

Powodem wieloetniczności w Europie zachodniej jest przede wszystkim imigracja ekonomiczna. Nie żadna migracja w celu zdobycia zasiłków jak myśli wiele ludzi w Polsce. Ani nie jakiś wielki entuzjazm zachodnich liberałów wobec przyjmowania imigrantów. Imigracja była konsekwencją wzrostu gospodarczego. Z drugiej strony imigracja przyczyniała się do wzrostu, ponieważ ci ludzie pracowali w Europie, płacili podatki, kupowali dobra konsumpcyjne.

Dlaczego w Polsce nie ma różnorodności kulturowej? Czy to faktycznie jest jakiś powód do zadowolenia? Różnorodnośći nie ma mniej więcej od 1945 i nasza homogeniczność kulturowa to rezultat kilku rzeczy: nazistowskiego ludobójstwa, stalinowskich deportacji a także szczelnie zamkniętych granic i biedy w czasach PRL. Czy faktycznie więc jest to powód do dumy czy radości? Jeśli ktoś się cieszy z homoegeniczności kulturowej to tym samem cieszy się z tego, że w Polsce nie ma Żydów. Jest to więc de facto zakamuflowana aprobata wobec polityki Hitlera i Stalina.

Tyle tytułem opisu faktów. Przejdźmy do europejskiej reakcji na nie.

Multi kulti to po prostu nowe wcielenie liberalnej tolerancji

Na zachodzie multikulturalizm jako zbiór poglądów filozoficznych pojawia się znacznie później, dopiero w latach 90-tych. Mówiąc w pewnym uproszczeniu: najpierw mieliśmy rozwój gospodarczy, imigracje zarobkową, globalizacje. Potem pojawiła się jakaś próba zrozumienia tego, co się stało i znalezienia jakichś sposobów na życie z zaistniałą sytuacją. Multikulturalizm w naukach społecznych jest właśnie próbą odpowiedzi na rzeczywistość różnorodności. Chodzi w nim o odpowiedź na pytanie: jak żyć wśród różnorodności.

Jaką odpowiedź przedstawia multikulturalizm? Otóż twierdzi on, że ideał „asymilacji”, a więc ideał, w którym wszystkie kultury muszą przyjąć jeden dominujący model jest niesprawiedliwy. Jest on niesprawiedliwy, ponieważ wymaga od pewnych grup pozbycia się własnej tożsamości. Jeśli ktoś jest na przykład Polakiem w Niemczech to nie musi się on zdaniem multikulturalizmu asymilować. Nie powinien być dyskryminowany z powodu swojej odmiennej kultury. Polak w Niemczech powinien mieć prawo pielęgnować swoje zwyczaje, nie musi on zmieniać religii, nie musi zmieniać swoich przekonań i stylu życia. Nie musi zmieniać imienia i nazwiska, ponieważ ktoś może mieć problem z jego wymówieniem. Może sobie na przykład obchodzić śmigus dyngus (choć raczej w gronie rodaków) mimo tego, że w kulturze niemieckiej nie ma takiego święta. Liberalni teoretycy multikulturalizmu zwracają uwagę, że tożsamość kulturowa jest warunkiem autonomii i wolności. Uczestnictwo w zwyczajach typu śmigus dyngus porządkuje nam świat i nadaje mu sens. Ograniczenie ekspresji innych kultur ogranicza autonomie jednostek. Domaganie się od Polaka by wyrzekł się swoich zwyczajów w imie jakiejś abstrakcyjnej „asymilacji z Niemcami” byłoby ograniczeniem jego wolności.

Wymaganie od ludzi tego, by wyrzekli się swojej kultury w imię jakiejś wyższej i w domniemaniu lepszej kultury narodowej-jest zdaniem multikulturalizmu nie fair. Asymilacja nie jest wcale konieczna i stanowi zagrożenie dla tożsamości jednostek. Czymś zupełnie innym jest integracja. Można być Polakiem w Niemczech, pielęgnować swoją tożsamość i jednocześnie uczestniczyć w kulturze niemieckiej-czerpać z niej to, co nam odpowiada. Na przykład curry wurst lub oktoberfest. Integracja to nie asymilacja. Można się integrować zachowując swoją tożsamość-a więc bez asymilacji.

Tak rozumiany multikulturalizm jest moim zdaniem bardzo sensowną odpowiedzią na pluralizm kultur (chociaż może należałoby tę odpowiedź nieco rozwinąć, ale to byłoby zadanie na kolejne posty). Tak rozumiany multikulturalizm nie poniósł wcale nigdy żadnej porażki. Dlaczego miałby ponieść porażkę? Czy to, że terrorysta wysadził się w Londynie zaprzecza temu, że różnorodność jest ok? Czy w związku z zamachem terrorystycznym mamy zmienić nasze podejście do innych kultur i nakazać wszystkim wyrzeczenie się swojej tożsamości?

Paradoksalnie ludzie, którzy twierdzą, że terroryzm dowodzi klęski multikulti sami potwierdzają tezy terrorystów. Jeśli ktoś twierdzi więc, że multikulturalizm przegrał to jednocześnie sugeruje, że wygrał terroryzm. Główna teza ISIS czy Boko Haram i innych tego rodzaju organizacji jest bowiem prosta. Terroryści twierdzą, że kultury są ze sobą w wiecznym konflikcie, że Muzułmanin nie może żyć w jednym społeczeństwie z Katolikiem, że muszą sobie skoczyć do gardła. Innymi słowy, uważają, że różnorodność jest zła. Ten pogląd ISIS jest nagłaśniany przez media po każdym zamachu i papugowany nieco bezmyślnie przez prawicowych publicystów.

Często zresztą same fakty nie uzasadniają tego poglądu na temat braku asymilacji. Na przykład zamachowiec z Londynu urodził się w Anglii. Nie wiadomo nic na temat pochodzenia jego rodziców. Ich religia także nie jest znana. Nazywał sie Adrian Russell Ajao. Na Islam przeszedł w wieku dojrzałym po kilku pobytach w więzieniu. Wtedy też zmienił nazwisko. A więc trudno tutaj mówić o imigrancie, który się nie integruje. Raczej nieszczęśliwy Brytyjczyk, który z jakichś powodów stał się zwolennikiem radykalnego terroryzmu. Nie wiemy nic na temat asymilacji Adriana Ajao, możemy przypuszczać, że mówił biegle po angielsku, ale nie wiemy czy pijał herbate z mlekiem, nie wiemy czy oglądał BBC i kibicował reprezentacji Anglii. Wiemy, że był przestępcą i siedział w więzieniu. To jednak niewiele ma wspólnego z asymilacją czy integracją.

Oczywiście nie oznacza to, że żyjemy w najlepszym możliwym świecie i wszyscy są szczęśliwi. Integracja różnych kultur jest problemem i wcale nie wiadomo jak ten proces się potoczy. Wzrost prawicowego populizmu w Europie jasno pokazuje, że problemy istnieją, na pewno istnieje lęk i niepokój, który z pewnością ma jakieś przyczyny. Z drugiej strony pozostaje kwestia problemów społecznych wśród imigrantów – na przykład wśród imigrantów faktycznie mamy nieco wyższe bezrobocie (przykład Turcy w Niemczech). Wrogowie multikulturalizmu nie przedstawiają jednak żadnej propozycji rozwiązania tego problemu. Bardzo często publicystyka ogranicza się do stygmatyzacji imigrantów bez żadnego zastanowienia nad przyczynami niepełnej integracji społecznej. Czy mamy coś lepszego niż multikulturalizm? Czy doktryna asymilacji za wszelką cenę zmniejszy wykluczenie imigrantów? Czy jeśli nakażemy niemieckim Turkom przejść na protestantyzm, obchodzić inne święta i jeść inne potrawy to zmniejszy to bezrobocie? Moim zdaniem nie.

Zmuszanie ludzi do wyrzeczenia się samych siebie, do wymazania swojej tożsamości nie może skończyć się dobrze. Moim zdaniem nie mamy więc nic lepszego niż multikulturalizm.

Czytaj również

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>